The Orb - The Dream
theorbGdy słuchałam najnowszego albumu Sundial Aeon, osadzonego w atmosferze chillout-ambientu, myślałam, że już nikt takiej muzyki nie robi. Tymczasem jednak w moje ręce wpada najnowszy album The Orb a właściwie samego Alexa Patersona, założyciela grupy, która przez wiele lat istnienia (dwadzieścia!) nie raz zmieniła swój skład. "The Dream" jest dowodem na to, że ktoś jednak jeszcze robi "taką muzykę", która w dodatku podoba się tak, jak podobała się pod koniec lat osiemdziesiątych.


The Orb słynęli z eksploracji dźwiękowej, którą uskutecznia każdy artysta, ale nie każdemu przynosi ona zadowalające efekty. Choć brytyjscy specjaliści od ambient-techno/house właściwie przez cały czas trzymali się generalnie wyznaczonej ścieżki, mieli w swojej karierze odchylenia w stronę bardziej lub mniej taneczną i różne eksperymenty z głosami kolaborujących wokalistów (słynny rapowany "Aftermath"). "The Dream" wygląda mi z kolei na powrót do korzeni, aż do "The Orb's Adventures Beyond The Ultraworld". Przy czym jest to mocno odświeżona, pachnąca nowością wersja starych (ale sprawdzonych) pomysłów. Wyszło znakomicie.

Jest to też przyjemny głęboki oddech wśród nowości elektronicznych, w których albo przesadzono z kolaboracjami (najnowsze Chemical Brothers) albo eksperymentami. "The Dream" brzmi tak, jakby szanowany, starszy nauczyciel (Paterson ma w końcu prawie pięćdziesiąt lat), przyszedł do młodszego grona uczniów i powiedział "hej, pokażę wam jak to się robi". Na jego najnowszym albumie mamy to, co w tego typu muzyce lubimy najbardziej – masę inspiracji i cytatów, sample różnorodnego instrumentarium, nawiązania do orientalizmu, rozległe plamy brzmieniowe rozlewające się akustycznie, aż do momentu ujarzmienia ich przez konkretny beat. Mało tego, Paterson jest świadomy nowych trendów w brzmieniu i gatunkach – dlatego nie stroni od głębokiego dubu czy wręcz reggae'owych rytmów. Żongluje tymi stylistykami w mistrzowski sposób budując wielość w jedności. "To była długa, zwariowana, wesoła i szalona podróż" – podsumowuje ze śmiechem sam twórca. Twierdzi też, że nigdy nie szufladkował The Orb jako grupy ambientowej, bo nigdy nie poznał ambientowych stereotypów. "The Orb jest The Orb czyli The Orb" – kwituje krótko. Odejścia i powroty od pulsu, nieogarnięte przestrzenie przenikające zwarte konstrukcje – oto najlepsza charakterystyka jego muzyki.

"The Dream" będzie idealnym towarzyszem długiej podróży albo odpoczynku po dzikiej zabawie (albo w jej trakcie – np. w chillout roomie). Mówiąc generalnie, bo tak naprawdę ten album nadaje się na każdy moment, w którym mamy ochotę posłuchać dobrej produkcji muzycznej. Mocny akcent początku 2008 roku na scenie muzyki elektronicznej.

Kaśka Paluch
 
< Poprzedni   Nastepny >
techno