Jay Denham - The Truth [Disko B]
Jay Denham - The Truth Prawie dziesięć lat minęło od wydania ostatniej płyty Jaya Denhama przez Disko B. Ale tak to już jest z mistrzami detroitowego techno – nigdy się nie spieszą i nie rozpieszczają fanów nadmiarem wydawnictw.

Choć ten czarnoskóry producent zaliczany jest do grona twórców elektroniki z Motor City, tak naprawdę mieszka on w Kalamazoo – mieście znajdującym się w połowie drogi między Detroit a Chicago. I być może dlatego w jego muzyce słychać wpływy obu elektronicznych nurtów związanych nierozłącznie z tymi metropoliami. Szczególnie wyraźnie słyszalne jest to właśnie na najnowszym albumie artysty – "The Truth".

Tym razem Denham stawia na nieco lżejsze brzmienia niż na swych wcześniejszych albumach – "Escape To The Black Planet" z 1998 i "Synthesized Society" z 1999 roku. Punktem wyjścia dla producenta jest tech-house: szybkie, momentami wręcz galopujące bity, ale pozbawione ciężaru i surowości minimalistycznej bombardierki. Te dynamiczne struktury rytmiczne uzupełniają na płycie nie tylko typowe dla elektroniki z Detroit strzeliste partie syntezatorów ("The Truth" napisany wspólnie z Anthony "Shake" Shakirem), ale również mniej oczywiste elementy: kościelne organy ("Sweet Jesus"), noworomantyczne klawisze ("Germs") czy chóralne efekty wokalne ("The Long Way").

Odskocznią od miarowych bitów są tu ekspresyjne nagrania osadzone na tribalowym podkładzie – "Come On" czy "Heaven Only Knows", gdzie taneczny puls oplatają plemienne perkusjonalia nadające całości transowy charakter. Ale i w tych utworach Denham nie poddaje się łatwej kategoryzacji. Bo oto pierwsze z nich ozdabia w zaskakujący sposób dyskotekowymi smyczkami, a drugie – soulowymi wokalami.

Te ostatnie są jednym z ważniejszych elementów odmienności "The Truth" od wcześniejszych płyt artysty. Oto bowiem niemal w każdym nagraniu z albumu słychać ludzkie głosy: nawijającego w chicagowskim stylu samego Denhama (chociażby tytułowy "The Truth"), gospelowe zaśpiewy ("Sweet Jesus") czy natchniony wokal o soulowej barwie (Robert Q. Ingram w "The World Is A Ghetto"). Wszystko to sprawia, że nowa muzyka czarnoskórego producenta ciąży w stronę techno-soulu opatentowanego niegdyś przez Eddiego "Flashin" Fowlkesa.

Najlepszym nagraniem na płycie jest jednak jedyny w tym zestawie utwór w rytmie electro – "Electro Static". Mechaniczny bit niesie tu wibrujące akordy klawiszy podszyte symfonicznymi syntezatorami, zza których wyłania się energetycznie warczący zbasowany loop. Po prostu – killer!

A w finale – głęboki ambient o kosmicznym rozmachu ("Whispers"), wieńczący album w monumentalnym stylu. Wygląda na to, że mistrzowie detroitowej elektroniki są jak wino - im starsi tym lepsi.

www.diskob.com

Paweł Gzyl


 
< Poprzedni   Nastepny >
techno