Wywiad z I:gorem
I:gor Produkuje hardcore, breakcore, idm, gabber i drum'n'bass. Jest również didżejem, wydawcą, promotorem, członkiem legendarnego już KTS. Na scenie od ponad piętnastu lat. Na swoim koncie ma ponad dwadzieścia pozycji wydanych na tak twardych oficynach jak Deathchant, Suburban Trash Industries, Clash czy Strike.

Sam założył dwie wytwórnie. Występował na całym świecie u boku niemal wszystkich tuz najcięższych odmian elektroniki. W niektórych kręgach za granicą bardziej rozpoznawalny niż Lech Wałęsa czy Adam Małysz. Zapraszam do wywiadu z jednym z najciekawszych ambasadorów polskiej elektroniki, znanym jako I:gor.

Co wpłynęło na muzyczną edukację I:gora?

Prawdopodobnie jazz, którym karmił mnie ojciec od małego brzdąca, a później 8 lat w klasie muzycznej w szkole podstawowej. Również ogromny wpływ na moją zaoraną głowę mieli Run DMC, Public Enemy i ogólnie cały old school rap. Później miałem krótki romans z death metalem, ale szybko mnie znudził.

Grasz na jakimś instrumencie?

Nigdy nie kręciły mnie skrzypce, trąbki itp., ale zagram parę akordów na gitarze. Zawsze byłem zainteresowany syntetycznym brzmieniem. To taki paradoks, biorąc pod uwagę uwielbienie do jazzu. Zawsze od melodii wolałem kontrolowany hałas.

A czy pamiętasz moment w którym na dobre połknąłeś muzycznego bakcyla?

Jasne, miałem może 13 lat jak wpadł w moje ręce pierwszy Thunderdome. Wiedziałem, że chcę być muzycznie taki jak kolesie z tego materiału - ostry i bezkompromisowy, a zarazem taneczny. Wtedy wpadłem jak śliwka w kompot, nie było już odwrotu.

I:gor - live at Neuroseptic (Strassbourg) To wtedy właśnie postanowiłeś sam generować dźwięki?

Postanowiłem już wcześniej, ale nie bardzo wiedziałem jak ma to brzmieć. Wiesz, miałem zaledwie 13lat. Amiga 600 i Adlib Soundtracker dawały mi mało możliwości.

Jak wtedy wyglądała sytuacja z muzyką elektroniczną w Polsce, w Kielcach? Miałeś jakiś kompanów?

Sytuacja w ogóle nie wyglądała. Muzyka elektroniczna ograniczała się do nędznego discodance'u. W pewnym momencie coś drgnęło. W 1996 r. kieleckie Radio Fama wprowadziło na antenę audycję o nazwie "Omłoty". Od 22:00 do północy DJ Leszczu serwował megagenialne kąski właśnie od Thunderdome'ów. Wyobraź sobie, jak się wtedy poczułem. Obudził się we mnie okrzyk radości typu "nie jestem sam!". Nagle okazało się, że na drugim końcu Kielc jest koleś, który tez robi hardcore - Buła. Spotkaliśmy się na drugi dzień w jakiejś osiedlowej spelunie. Zaraz potem poznaliśmy Splattera – wówczas światowca pełną gębą. Okazało się, że spędził rok w USA i ma kontakty z didżejami z Nowego Jorku i Los Angeles. Pamiętam jak powiedział: "Chłopaki, zakładamy grupę. Będziemy się nazywać Kielce Terror Squad. Zrobimy stronę internetową i cykliczne imprezy HC w Kielcach." I tak też się stało. Mniej więcej pół roku później grał u nas twórca berlińskiego Fuckparade - DJ Trauma Xp, a po nim DJ Entox z USA i dwóch Austriaków. To Splatter właśnie załatwiał wszystkie sprawy organizacyjne. My z Bułą byliśmy tylko małymi kajtkami podjaranymi hardcorem. Nasz udział w tych imprezach sprowadzał się przede wszystkim do grania naszej muzyki. Ojcem KTS jest więc zdecydowanie Splatter. Tak to się zaczęło.

Zostając jeszcze chwilę przy tamtych czasach, pamiętasz swój pierwszy występ? Z czego i co wtedy grałeś?

Mój pierwszy występ odbył się w kieleckim klubie studenckim Pod Krechą - to właśnie tam Splatter organizował imprezy. Grałem wtedy z mojego peceta z procesorem 66 Mhz, pamięcią 8 MB i kartą Soundblaster mono 8 bit oraz programu Fasttracker. Zresztą pierwsza płyta, którą wydałem powstała na tym sprzęcie. To były czasy...

I:gor w Cannes Czyli twój pierwszy występ był live actem?

Wiesz, prawda jest taka ze konwencja live actu na scenie "komputerowej" niewiele ewoluowała. Teraz jest Ableton Live i Cubase, a wszystko odbywa się na zasadzie przesuwania klocuszków i kontrolowania tego kontrolerem MIDI. Więc tak - zagrałem live act.

Zdarzało ci się również selekcjonować muzykę?

Jasne, do dzisiaj grywam jako DJ, tyle, że słaby ze mnie DJ, wiec się w to nie zagłębiam. Potrafię bitować kawałki i od strony technicznej podobno jestem niezły (nie mnie to oceniać), ale didżejka ogólnie mnie nudzi.

Powiedz mi w takim razie: wolisz występy na żywo czy dłubanie w studyjnym zaciszu?

I to i to. Mi osobiście największą satysfakcję przy pracy nad utworem daje świadomość, że będę mógł go wkrótce zagrać ludziom.

Jaki jest twój stosunek do formatów cyfrowych i do internetu ogólnie – dostrzegasz w nim jakąś rewolucję czy uważasz za normalną kolej rzeczy?

Jeżeli chodzi o brzmienie to jestem fanem płyt winylowych. Jeżeli chodzi o internet, to myślę, że to świetna forma promocji własnej muzyki. To przecież dzięki internetowi zostałem zauważony. Nie jestem przeciwnikiem programów p2p, sam z nich korzystam. Uważam to za naturalną kolej rzeczy. Wciąż powstają coraz to nowsze net-labele, które oferują świetną muzykę za darmo. Coraz więcej ludzi wybiera sklepy internetowe, żeby kupić płytę.  Internet oferuje wygodę, a człowiek z natury jest wygodny.

A jaki jest twój stosunek do "demokratyzacji" dostępu do środków umożliwiających tworzenie własnych dźwięków?

Myślę, że to dobre zjawisko,  bo dzięki temu będzie wielu, którzy spróbują coś stworzyć. Dobre też z tego względu, że jeszcze piętnaście, dwadzieścia lat temu, można było tworzyć muzykę używając niemal wyłącznie hardware'u, a to wszystko kosztowało i kosztuje nadal ogromną kasę, więc siłą rzeczy jest to dziedzina dla majętnych. Jestem żywym przykładem na to, że dzięki "demokratyzacji" dostępu do środków takich jak komputer i oprogramowanie, szansę dostają również ci mniej majętni. Naturalna selekcja i tak zostawi tych, którzy będą do tego podchodzić z pasją i będzie w nich drzemał jakiś talent.

I:gor i winyl Jak oceniasz zjawisko zwane dziś breakcorem, które robi wiele zamieszania w muzyce elektronicznej już od kilku lat, również u nas w kraju? Dokąd to zmierza?

Powiem ci ze mam momenty kiedy zastanawiam się czy to co obecnie widzę powinno tak się nazywać. Dzisiaj to wygląda jak modna zabaweczka, a nie muzyka, która niesie coś ze sobą poza szybkimi breakami. Wiesz, tak jak zastanawia mnie subkultura emo, tak też zastanawia mnie obecny breakcore. Nie odnajduje tam za wiele buntu i emocji. Wszystko zostało sprowadzone do "bawmy się". Nie bardzo mnie to cieszy. Do worka z napisem "breakcore" została wrzucona jakaś popelina w stylu: amen break na 220 bpm i ragga wokale walnięte o oktawę wyżej, co ostatecznie brzmi jak smerfne hity, a nie dopierdolenie jakim podobno ma być breakcore. Nie ma w tym tego czegoś... breakcore stracił swoją prawdziwą twarz. Chociaż moje zadowolenie nic nie zmienia i możliwe, że nic o tym tak naprawdę nie wiem.
 
Czy mimo to dostrzegasz jakichś wizjonerów tej muzyki?

Drumcorps, który robi wiele dobrego i Xanopticon – magik, od którego wielu powinno się uczyć. A u nas oczywiście Ślepcy, którzy zawsze wyznaczali jakieś nowe kierunki i Zombie.

W twoich utworach czasami można usłyszeć jamajskie toasty, jak choćby na przedostatniej płycie wydanej przez Clash Rec. Jaki jest Twój stosunek do muzycznego dorobku Jamajki?

Myślę, że ma duży wpływ na to co tworzę. Reggae czy dancehall to muzyka płynąca prosto z serca, a ja kocham prawdziwą muzykę - nie ważne czy mówi o śmierci czy miłości. Był taki czas kiedy "jamajka" bardzo często gościła w moich słuchawkach.

Jesteś szefem dwóch wytwórni – Pandemonium i ADHD. Jak się miewają te oficyny?

ADHD to label dedykowany ciężkim odmianom drum'n'bass zahaczającym o breakcore, a Pandemonium to label hardcore'owy albo, jak stwierdził ostatnio mój znajomy, nu-rave'owy. Pandemonium ma się bardzo dobrze. Znają mnie na tyle na tej scenie, że wystarczyło wydąć swoją epkę jako pierwszą i jakoś poszło. ADHD ma się nieco gorzej. Scena d'n'b tak jak i każda inna rządzi się swoimi prawami. Nie znają cię - nie kupują. Walczę więc o utrzymanie tego labelu.

Jak oceniasz dzisiejszą kondycję drum'n'bassu?

D'n'b rozwija się w bardzo ciekawym kierunku. Przykładem są Evol Intent czy Current Value. Oni sprawiają, że d'n'b ewoluuje, nie stoi w miejscu. Z mojego punktu widzenia, właśnie ten gatunek wyznacza nowe kierunki. Polecam płytę Evol Intent "Era Of Diversion". Chłopaki pokazali, że nie tylko wiedzą co to znaczy moc, ale też, że są całkiem niezłymi muzykami. Zazdroszczę im tego.

I:gor - Bugkliniks NYE Extravaganza Czy według ciebie da się wyżyć z muzyki?

Dzisiaj mogę powiedzieć, że tak, ale jest to bardzo trudne. Jeszcze 3 lata temu powiedziałbym "nie!". Ciekawe co powiem za 10 lat ? Jak zaczynałem tworzyć, myślałem że wydanie jednej płyty na zachodzie da mi przynajmniej nowego mercedesa. Wydałem ich przynajmniej piętnaście, a jeżdżę dziesięcioletnią toyotą. Więc nie jest tak miętowo. (śmiech)

Na czym obecnie tworzysz muzykę?

Nie odszedłem daleko od korzeni. Wciąż wykorzystuję trackera - Open ModPlug 1.17, jednak tylko jako sekwencer. Moje główne narzędzie to Reaktor 5.0, wszelkie emulacje syntezatorów i oczywiście tysiące wtyczek VST. Mam tez Kaosspad Korga i kontroler MIDI - leciwego dziadziusia Kawai Datacat. Kiedyś miałem sampler Akai 8000XL, ale go olałem. Software daje tak wiele możliwości, że właściwie nie potrzebuje nic więcej.

Jakie jest miejsce używek w twoim procesie twórczym?

Wielu ludziom może to wydać się dziwne, ale nie stosuje żadnych używek poza kawą, herbatą i papierosami. Uważam, że czysty, niczym nie zakłócony umysł dużo lepiej wpływa na dźwięki.

Jak odnosisz się do tekniwali? Wspierasz takie inicjatywy?

Powiem ci, że tekniwale na dłuższą metę mnie męczą, przede wszystkim dlatego, że większość muzyki tam to freetekno, które kompletnie do mnie nie dociera. Z tym, że na pewno częściej bywam na tekniwalach niż na trendy schadzkach, w trendy klubach, wśród super cool bananowej młodzieży.

I:gor w... Alpach Czy masz jakieś wizje odnośnie przyszłości muzyki w ogóle? Coś nas jeszcze zaskoczy czy już wszystko zostało powiedziane?

Kiedyś będąc młodym chłopakiem siedziałem z przyjacielem i zastanawialiśmy się czego będą słuchać nasze dzieci. Doszliśmy do wniosku, że będą to prawdopodobnie jakieś szumy, trzaski itp. Mniej więcej po 5 latach powstała austriacka wytwórnia Mego ze Zbigniewem Karkowskim na czele i ich muzyka właśnie taka była... Więc szczerze ci powiem, że coś nas jeszcze zaskoczy na pewno. Co roku coś mnie zaskakuje.

A co ostatnio wpadło Ci w ucho poza muzyką, którą się zajmujesz?

Ostatnio słucham dużo funku i nu-funku oraz oczywiście jazzu. Dużo ogólnie. Z tytułów godnych polecenia mogę wymienić Beady Belle "Closer" i Soil & "Pimp" Sessions "Pimp of The Year".

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Rozwijać swoje labele, zorganizować jakąś konkretną imprezę w Kielcach, bo mamy takie malusie,  lokalne, a mam ochotę na coś większego.

Jakieś rady dla początkujących producentów?

Nie róbcie tego. Poświęćcie się studiowaniu prawa albo medycyny... Jeżeli jednak silniej przemawia do Was muzyka i chcecie coś w tej kwestii osiągnąć, to najważniejsze, żeby się nie poddawać. Ja wyznaczałem sobie cele do których dążyłem - każdy zdobyty od razu generował następny. Pamiętajcie, że nieważne jest czy mamy studio za miliard dolarów, czy peceta za 2 złote. Najważniejsze jest to co mamy w głowie, a do przełożenia tego na dźwięki nie trzeba wystrzelonego w kosmos sprzętu.

www.discogs.com/artist/I:gor
http://www.myspace.com/igoradapter

Rozmawiał: Maciej Cybulski

 
< Poprzedni   Nastepny >
techno