Alec Empire - The Golden Foretaste Of Heaven (Eat Your Heart Out)
Alec Empire - The Golden Foretaste Of Heaven (Eat Your Heart Out) Chciało by się powiedzieć, że Alec przetrwał rewolucję. Ta jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci sceny digital hardcore niestety przerwała ten radykalny pochód. Podobno został ojcem. Ale jak to bywa z plotkami – rządzą się własnymi prawami.

Zresztą przypisane są one do celebrytów, a Empire trudno uznać za grupy tych, co są "znani z tego, że są znani". Sam by takiej łatki nie przeżył. Pewne jest jedno – nowa wytwórnia Eat Your Heart Out i zupełnie nowe brzmienie Aleca. Lider legendarnej Atari Teenage Riot spuszcza z tonu. I to dość znacznie. To nie ten sam Alec, którego odsądzano od czci i wiary wmawiając mu paranoję czy też schizofremię. Dla innych – fundementalistyczny anarchista (fan lewicowych terrorystów Baader-Meinhof) czy wręcz przeciwnie – faszysta. To już nie w pełni oddany wojownik boga wojny – Marsa. Ten wielki przeciwnik muzyki trance sam się trochę skonsumował. "The Golden Foretaste Of Heaven" to pierwszy album Aleca od czasów "Futurist", od którego minęło prawie trzy lata. Już demonicznie nie zwiastuje śmierci rock'n'rolla. Momentami można odnieść wrażenie, że przeszedł do przeciwległego obozu. Bo jak można wyjaśnić w jego wypadku rockową solówkę "1000 Eyes", która brzmi jakby przeniósł się do lat 80.? Ponadto niemiłosiernie zamula. A w "No/Why New York" wcielił się w postać emo-muzyka, który z romantycznym nastroju opowiada o uczuciu do jakiejś panny, laski, dziewczyny, kobiety. "The Golden Foretaste Of Heaven" to totalny kontrast w stosunku do charakterystycznego szwadronu dźwięków Empire'a znanych do tej pory. Zdarzają się jednak i wyjątki. Electroclashowy "New Man" stara się udawać przesterowanego punka, podobnie jak konkretny "On Fire". Zdecydowanie ten drugi numer jest jedną z najmocniejszych stron tego albumu. Może dlatego, że zostało nagrane w legendarnym berlińskim studio The Hellish Vortex, którego nazwa wszystko mówi. Cała zawartość "The Golden Foretaste Of Heaven" to zbiór dziwnych i momentami trudnych do zrozumienia muzycznych wyskoków. "Ice (As If She Could Steal A Piece Of My Glamour)" brzmi niczym Joy Division we współczesnej, new wave'owej wersji. O ile "On Fire" to numer jeden tego longplaya, o tyle do kompletnych klap i wtop Empire'a należy zaliczyć "If You Live Or Die" oraz "Death Trap In 3D". Kompletnie niewiadomo, o co Alecowi chodziło w tych numerach. Brzmią, jakbym kompletnie się zakręcił i nie wiedział, jak z tego wybrnąć. W miarę przystępnie prezentują się kwaśnie kwaczące electro "Robot L.O.V.E." oraz oldschoolowy "Bug On My Windshield". Tylko że w przypadku tego pierwszego utworu jest wszystko jasne – promował płytę na EPce, więc wielkim zaskoczeniem dla niektórych on już nie był. Na pozór "The Golden Foretaste Of Heaven" to twór jakiegoś niedojrzałego muzyka, który nie może się zdecydować, w którą stronę ma podążać. Wprowadza on totalne zamieszanie, a samych słuchaczy – doprowadza do konfuzji. Wszystko można by było wybaczyć Empire'owi – muzycznemu konanowi barbarzyńcy, który nigdy nie chodził na ustępstwa. Aż do tej chwili.

joilet.blox.pl

 
< Poprzedni   Nastepny >
techno